poniedziałek, października 02, 2006

Aniołowie, opieka, pokora, Hiob

Wj 23, 20-23
Ps 91
Mt 18, 15.10

lub

Hi 1, 6-22
Ps 17
Łk 9, 46-50


Bardzo zwięźle i wyrywkowo — czas już na niewiele pozwala.

Dziś dzień Aniołów Stróżów. Obrazy aniołów w Biblii uwydatniają Bożą pieczę nad nami. Opowiada o tym Psalm Dziewięćdziesiąty Pierwszy [do którego — ciekawostka, odwołuje się szatan podczas kuszenia na pustyni (Ps 91, 11n; Mt 4, 6n)]. Z kolei w Psalmie Siedemnastym ukazana jest ogromna ufność w miłosierdzie Boga i Jego troskę o nas. Ten psalm mógłby być dosłowną wypowiedzią Hioba.

Właśnie: Hiob. (Uderzyło mnie kiedyś, że w Piśmie Świętym bezpośrednio po Księdze Hioba następują Psalmy...). Pojawienie się tej postaci właśnie w tym kontekście (czytania z księgi będą nam towarzyszyć przez cały najbliższy tydzień) jest bardzo znamienne... Bogaty materiał do przemyśleń.

Ewangelie kontynuują myśl z niedzieli: jeżeli mamy być zdolni do prawdziwego miłosierdzia, warunkiem sine qua non jest pokora. Można spędzić całe życie na pomaganiu innym i jednocześnie być nieskończenie odległym od miłości...

6 Comments:

Anonymous SStefan said...

Temat aniołów jest mi bardzo bliski- mam bardzo dobry "układ" ze swoim stróżem.
Zastanawiam się, czy dopuszczasz tylko taką interpretację, czy mógłbyś dyskutować?
Nie, ja dyskutować nie cchcę, tylko tak się zastanawiam.

środa, października 04, 2006 3:28:00 PM  
Blogger Staszek said...

Dyskutować mógłbym, o to w końcu chodzi...

piątek, października 06, 2006 9:57:00 PM  
Anonymous SStefan said...

Aha, czyli np. jako animator nie będziesz cisnął jedynej, słusznej interpretacji? Ulżyło mi. Gdy tydzień temu Dorotka prowadziła oazę, najpierw wyłożyła tę jedyną interpretację ewangelii z tamtej niedzieli (ta z "obcinaj se kawałki ciała, jeżeli powodują u ciebie grzech", czaisz), a potem kazała mówić, jaki kawałek nas w niej uderzył. Gdy bezpośrednio wywołała mnie, a ja powiedziałam, że mnie, oczywiście, zainteresowało obcinanie ręki, ale wyrwane z kontekstu. Bo dla mnie prawdziwe ciachnięcie prawej łapy byłoby ulgą i pozbycie się krzyża, zrypała mnie, że przecież w tej ewangelii nie o to chodzi. Ja wiem, że nie o to, ale czy to moja wina, że nawet kiedyś przekonywałam lekarza, żeby mi łapę uciął?
Nie bądź tak zatwardziały i wyniosły, jak ona była wtedy. I wpadaj jeszcze czasem na oazę, Bumelancie ;P

niedziela, października 08, 2006 6:00:00 PM  
Blogger Staszek said...

Czasami może to być silniejsze ode mnie, bo chyba każdy ma w sobie jakąś chęć postawienia na swoim... Ale staram się z tym u siebie walczyć. (Możesz zapytać tegoroczny II stopień z Janikowa, jak mi to na rekolekcjach wychodziło).

Niemniej z tym obcinaniem również stanowczo twierdzę, że to nie o to chodzi. Ale ciekawa interpretacja, nie przeczę. :)

Na oazie próbowałem się pojawić wczoraj, tylko nikogo nie było. Sprawdzałem też w kościele (to znaczy sprawdziłbym, gdyby nie był zamknięty). Było w ogóle spotkanie?

niedziela, października 08, 2006 8:29:00 PM  
Anonymous SStefan said...

Była adoracja, tyle, że u pingwinów w kapliczce :D
A mnie z kolei nie było, bo pisałam rozprawkę na polaka na poniedziałek :D
Wiem, że to się powinno inaczej interpretować, ale to chyba nie moja wina, że akurat to pół zdania, wyrwane z kontekstu, kojarzy mi się z moją ułomnością?

czwartek, października 12, 2006 6:09:00 PM  
Blogger Staszek said...

Pingwinów...

Wygląda na to, że ten fragment przemawia do Ciebie inaczej niż do większości z nas. To chyba dobrze, że skłania Cię do własnych przemyśleń, niech będą jak najbardziej Twoje. Ale też pamiętajmy, że Pismo Święte jest czytane i komentowane od dwóch tysięcy lat i ta tradycja interpretacyjna jest bardzo cenna...

niedziela, października 15, 2006 12:59:00 AM  

Prześlij komentarz

<< Home